niedziela, 10 grudnia 2017

Od razu z grubego tematu biję w Was

Odczułem potrzebę wylewania swoich myśli. Bardzo proszę o oszczędzenie sobie czasu i zaniechanie próby przekonywania mnie do innych poglądów, bo mam od tego osoby, które są dla mnie autorytetem. Jeśli przeczytacie tekst, który napiszę macie pełne prawo się z nim nie zgodzić, ale może komuś coś to zmieni w jego wizji świata.

Temat dzisiejszy to wiara.

Nie uważam się za osobę wierzącą, również nie neguję, że Bóg nie istnieje i szanuję wszystkich, którzy rzeczywiście potrafili dać wiarę Kościołowi i Biblii. Ja nie umiem. Skoro nie potrafię to po co mam kłamać uczęszczając na mszę. Nie posiadam takiej potrzeby... na ogół, rzadko, ale miewam potrzebę duchową posłuchania kazania. Takie epizody występują w okolicy świąt, nie umiem stwierdzić, czy to kwestia przyzwyczajenia, ale skłaniam się ku rzeczywistej potrzebie. Czytałem swojego czasu Biblię, fragmentarycznie, ale czytałem... i muszę stwierdzić, że siedzi we mnie duży leń. Nie dałem sobie rady ani ze Starym ani z Nowym Testamentem, znudziły mnie. Nie działają na mnie nawet mury barokowych kościołów, które tak uwielbiam. Wywierają wrażenie, fascynują... ale nic nie pykło.

Odsuwając moją personę na boczny tor - pragnę nadmienić, że Zakład Pascala jest dla mnie bzdurą totalną, bo skoro Bóg jest wszechmogący to wiara z pobudek pragmatycznych nie jest wiarą. Czysty pragmatyzm polega na suchej ocenie, a nie uczuciu. Z racji tego jest to po prostu oszukiwanie Boga i samego siebie. (dla przypomnienia czym jest zakład Pascala zapraszam choćby na wiki: http://pl.wikipedia.org/wiki/Zak%C5%82ad_Pascala)

Również wiara idąca w wymuszeń społeczeństwa, czy tradycji nie jest dla mnie wiarą, bo nie spełnia tej definicji. Mogę sobie mówić, że wierzę w odniesienie sukcesu, ale jeśli naprawdę tego nie poczuję to przy większych trudnościach złudzenia znikną.

Kontynuując kwestię Boga z punktu wierzenia: po co byt wszechmogący miałby tworzyć taki padół jak "ziemia", wiedział jaki jest człowiek, bo sam go stworzył. Oczywiście to szatan skłonił ludzi, a my się daliśmy jak debile wkręcić w grzech pierworodny. Ale ale... czemu miała służyć ta gra między Nim, a szatanem, to taki teatrzyk? Wiadomo, że Devil będzie chciał psuć Boskie plany, więc od początku to miało stanowić grę, zabawę w stworzyciela, władzę i cierpienie.

Miało być pięknie, a wyszło jak zwykle. Zło, które wyrządzić człowiek potrafi, przekracza wyobrażenie dobrych ludzi. Tego chciał Bóg? Jeśli tak to jest sadystycznym despotą... Co z ludźmi, do których nigdy wiara nie dotarła? Z automatu trafiają do piekła? - to nie uczciwe, a przecież Bóg jest sprawiedliwy. A może mają szansę na niebo ? - aaaa czyli jednak można nie wierzyć? Tak, ale tylko tym, którzy nie poznali Boga... A co z tymi co poznali, ale już będąc objęci jakąś wiarą? Skąd mają mieć pewność, która jest właściwa - to też nie jest SPRAWIEDLIWE.

Za dużo tu niedomówień, sprzeczności, a rozmowy z księżmi, katechetami, bądź samymi wierzącymi kończyły się dla mnie urwaniem dyskusji, wydzieraniem, a nawet próbą rzucenia klątwy :/

To teraz bardziej z punktu widzenia, w którym się znajduję obecnie: Wiary przeróżnej mości stworzył człowiek dla kontroli, a nawet jeśli Ten Jedyny (różne wierzenia) to dla nauczenia człowieka dobra, a człowiek i tak to wykorzystał dla swoich celów. Jedno jest pewne - niewiele wiemy na temat bogów, magii oraz rzeczy niewytłumaczalnych dla Nas (bo są niewytłumaczalne - łoł, dziękuję Kapitanie Oczywistość).
Trzymam się tego, żeby wymieniać energię tak, aby ktoś wysyłając do mnie złą, sam dostał z mojej złej, a jeśli ktoś ma dobrą dla mnie to oddaję mu dobrą z nawiązką - uważam to za uczciwe. Uczę się czerpać jak najwięcej dobrej energii z "wszechobecnej miłości" (dziękuję swojemu pacjentowi za stwierdzenie).
Mógłbym pisać więcej, ale sen mnie zmógł.

P.S. Jeśli ktoś mi wyjeżdża z tekstem, że i źle to pojmuję, bo Bóg ma na nas plan, którego umysł nasz nie ogarnie to też uważam za nieuczciwe, więc wizja Boga się wypacza.

Trzymajcie się i nie puszczajcie dobrej energii!